<-- Zobacz więcej -> Strona Agatki



Nie tak miało być....


14.01.2005r.

Jak co roku, w tym dniu Agatka obchodzi swoje urodzinki, mama dekorując tort ukradkiem ocierała łzy wspominając dzień narodzin Agatki. Popołudniu przyszli goście, Aga witała wszystkich z ogromną radością, były prezenty, odśpiewane 100 lat i wiele,wiele radości.

02.04.2005.r.

Dzień ten pozostanie w naszej pamięci na zawsze - zmarł Jan Paweł II, Aga z wielką powagą cały dzień słuchała i oglądała w telewizji historii naszego Wielkiego Polaka. Ta mała kobietka tak jakby wiedziała że w takim dniu należy zachować powagę i oddać się zadumie, cały dzień była niezwykle poważna, nawet zachęcanie jej do zabawy i śmiechu na nic się nie zdały.

08.04.2005.r.
Agatka była z rodzicami na pogrzebie Papieża w Wadowicach, bardzo dzielnie uczestniczyła w uroczystościach cały czas oglądając na telebimie relację z Watykanu. Cały dzień poświęcony był na opowiadania i pokazywania Agatce miejsc w których nasz Wielki Polak bywał, Aga z wielką powagą słuchała i oglądała wszystko to, co rodzice mówili i pokazywali.


01.05.2005.r.

Wraz z rodzicami i sporą ilością przyjaciół - miłośników grzybów ten długi majowy wekend Aga spędziła w Jordanowie. Było ognisko z uwielbianymi przez Agę kiełbaskami, było sporo atrakcji - Aga poznała słynnego aktora Pana Lubaszenko. Bardzo radosnym momentem podczas pobytu w Jordanowie była wycieczka na Słowację i pierwsza w jej życiu wyprawa na wiosenne grzyby smardze . Radości było bardzo dużo gdy z ramion taty sama wypatrywała smardze, a napotkaną wśród nich zieloną ropuszkę powitała radosnym śmiechem i bardzo długo jej się przyglądała. Oczywiście nie zabrakło ćwiczeń, Agatka bardzo lubi wykonywać je z mamą i zawsze przyjmuje je z radosną miną.

20.05.2005r.

Kolejna tragiczna data w życiu Agatki - jak co dzień czekała na tatę aby swoim zwyczajem powitać go radośnie gdy wróci z pracy - niestety nie doczekała się jego powrotu. Tata podjął straszną w skutkach dla Agatki decyzję - zadzwonił do domu po zakończeniu pracy i nie wyjaśniając nic, nawet nie podając żadnego powodu oznajmił że nie wróci już do domu, że przyjdzie tylko kiedyś po rzeczy i rozłączył się. Agatka od razu poznała że coś złego się wydarzyło, patrząc na siedzącą w otępieniu mamę rozpłakała się bardzo żałośnie... Nie pomogło mamy tulenie, nie pomogły prośby, Aga ciągle płacząc patrzyła w stronę drzwi i nie chciała już przyjąć ani jedzenia, ani picia.

22.05.2005.r.

Rozpacz Agi i ciągłe oczekiwanie na tatę wywołały jej ogromny stres, szaleje i płacze cały czas, nie pozwala się ubrać, nakarmić i napoić, w nocy nie potrafi spać, ataki padaczki nasilają się. Aga nie przyjmując płynów zagęszcza się, zaczyna się odwadniać, mama podaje napoje na siłę, lecz Aga prowokuje wtedy wymioty pozbawiając w ten sposób organizm resztek płynów i leków wyciszających ataki. Podczas jednego z ataków Aga dostała krwotoku z noska i buzi, mama wie, że jest to tzw. krwawienie mózgowe, jednak w porozumieniu z kliniką pozostaje jeszcze z Agą w domu licząc na zdrowy rozsądek taty, na jego pomoc w ratowaniu Agatki, próbuje powstrzymać ataki podając zwiększone dawki leków, starając się ze wszystkich sił rozproszyć Agi myśli aby podać jej przynajmniej płyny, starając się być wesołą mimo ogromnego wewnętrznego bólu.



23.05.2005.r.

Wczoraj wieczorem tata był przez chwilę w domu - przyszedł się wykąpać i przebrać. Aga gdy zobaczyła tatę płakała i śmiała się na przemian. Nie trwała jej radość jednak długo bo tata zapakował swoje rzeczy i wychodząc położył klucze na stole i oznajmił że już nie wróci... Zupełnie nie przejął się stanem zdrowia Agatki, jej płaczem i krwotokiem, tym razem też nie powiedział jaki jest powód podjętej decyzji, nawet nie chciał na ten temat rozmawiać... Rozpacz Agatki po jego wyjściu była nieopisana, całą noc płakała i była bardzo niespokojna. Mama Agi poprosiła babcię - mamę taty o przyjście, mimo że babcia przez wiele lat nie odzywała się wcale, nie interesował ją los wnuczki, mimo że mama nigdy nie mogła liczyć na jej pomoc, myślała że jako kobieta zrozumie ogromny problem i porozmawia z tatą Agi. Babcia wcale nie wzruszyła się tym co się stało, powiedziała, że nie wie gdzie i dlaczego tata Agi odszedł, ale kiwając znacząco głową powiedziała też: "wreszcie to zrobił, bo wiesz, gdy okazało się że Agatka będzie już chora, przyszedł do mnie, popłakał się i zapytał mnie co ma zrobić - zostać z tobą i Agatką czy ma odejść od was"... Po słowach babci serce mamy aż krzyczało z bólu - dlaczego wtedy nie odszedł, Agatka była taka malutka, może nie zauważyłaby nawet jego braku wtedy. Jak mógł przez tyle lat rozbudzać miłość dziecka i teraz je porzucić jak niechcianą rzecz? Dlaczego nie zachował się jak odpowiedzialny, dorosły człowiek.



25.05.2005.r.

Mama jest zrozpaczona i bezsilna, wydzwania do taty Agi, ale tata nie chce nawet rozmawiać, nie chce pomóc jej ratować przed atakami - nawet telefonicznie nie zapyta o jej zdrowie. Agatka coraz bardziej rozpacza, nie pozwala się nawet ubrać, tylko leży na brzuszku i ucieka w półsen. Gdy usłyszy jakieś odgłosy na klatce schodowej na chwilę otwiera oczka, podnosi główkę i nasłuchuje czy otworzą się drzwi. Powtarzające się lekkie ataki padaczki doprowadziły do ataku z bezdechem... Atak nastąpił w nocy gdy Aga przez sen zaczęła płakać i wołać tatę. Mama nie potrafi określić ile ten atak trwał, ale był wyjątkowo silny i długi, mama reanimując Agę i podając leki przeciwatakowe nie była w stanie wezwać pogotowia czy wezwać kogoś na pomoc, nie mogła od Agi odejść ani na moment, nie była w stanie sama zawieźć Agi też do szpitala. Gdy Agatka odzyskała przytomność mama zadzwoniła do Kliniki Neurologii, była przerażona sytuacją, ale mając już kontakt z Agą nie chciała aby ona przeżyła dodatkowy stres związany z pobytem w szpitalu i ustaliła z lekarzem dyżurnym, że jeszcze podejmie próbę walki z atakami i będzie w dalszym ciągu prosiła tatę Agi o odwiedzenie jej i pomoc, ale jeśli atak się powtórzy bezzwłocznie zgłosi się z Agatką na oddział. Do rana Aga była w takim jakby półśnie, cały czas miała podawany tlen, tętno było dobre, oddech miarowy ale czasem wstrząsały jej ciałkiem takie jakby dreszcze - Aga czuwała cały czas. Każda próba odejścia mamy od łóżka kończyła się okropnym piskiem Agatki, tak jakby bała się że mama też zrezygnuje, że też zniknie... Około godziny 9.00 rano nastąpił kolejny atak, nie był silny, nie było też utraty przytomności ale zachowanie Agatki, jej częściowy brak reakcji na mamy słowa, zwiotczenie mięśni, ciężki oddech i oczka zapatrzone w sufit sprawiły że mama kolejny raz zadzwoniła do kliniki. Pani doktor bardzo zaniepokojona tym stanem powiedziała że już przygotowuje łóżko dla Agi, tlen i zestaw przeciwwstrząsowy. Mama nie umiejąc się doczekać na pogotowie które musiało czekać na zlecenie wyjazdu do innego miasta, zawiozła sama Agę cały czas podłączoną pod tlen. Podczas jazdy mama myślała, że to jej nerwy powodują że auto robi psikusy, wydawało jej się, że hamulce odmawiają posłuszeństwa, ale przecież tata Agatki cały czas jeździł autem i nic nie wspominał aby się psuło, pozostawił je w garażu nie wspominając o braku hamulców, a w dzień gdy nie wrócił już do domu, jak nigdy, do pracy pojechał tramwajem - miał tak wszystko doskonale zaplanowane... Mimo mrożących krew w żyłach sytuacji, po tzw. hamowaniu biegami i ciągłym pompowaniu hamulców mama dowiozła Agę szczęśliwie i bez kolejnego ataku do CZDziM w Ligocie. Tam stwierdzono spore niedotlenienie, które mogło być jeszcze efektem tego silnego nocnego ataku, pani doktor pytała jak mamie samej udało się wyciągnąć Agatkę z tego ataku, mówiła że wyniki wskazują na jego zabójczą moc...



01.06.2005.r.

Dzień Dziecka powinien być dla każdego dziecka radosny, dla Agatki był on jednak bardzo smutny, pełen bólu i łez. Agatka jest cały czas w szpitalu, mama nie może odejść od niej nawet do toalety bo zaraz zanosi się płaczem, ma podawane cały czas kroplówki, są wprowadzone dwa dodatkowe silne leki psychotropowe a mimo to Aga nie przestaje wpadać w ataki, są to ataki skroniowe, bunt też nie ustępuje. Pani psycholog i dr. psychiatra obserwują Agę. Rozpacz mamy jest ogromna - Agatka od odejścia taty tylko płacze i piszczy, prócz słowa "tata" nie potrafi nic powiedzieć, już jest zauważalny ogromny regres, lekarze oceniają cofnięcie się w rozwoju prawie o cztery lata. Mama nie potrafi patrzeć na ciągle smutną i pogrążoną w myślach Agatkę, każda próba rozmowy z nią, przytulenia, dotknięcia powoduje krzyk i pisk - Aga w taki sposób broni się przed wyrwaniem jej z tego jej własnego, odległego świata. Mimo ogromnego i wciąż ponawianego błagania o przyjazd do Agatki, tata pozostaje zupełnie obojętny, nie interesuje go to, że jego dziecko z tej rozłąki i rozpaczy może w każdej chwili umrzeć... Nawet ten szczególny dzień nie był powodem do odwiedzenia Agatki lub zapytania choćby przez telefon o jej zdrowie. Babcia też się nie odezwała, ale mama już wie, że tata Agatki uzyskał poparcie u swojej mamy i siostry, one nigdy nie okazały miłości Agatce, nie były obecne w jej życiu wogóle, nie znały mijając na ulicy a teraz pomagają tacie opowiadając kłamstwa, aby tylko usprawiedliwić jego okropny czyn i aby nie wyszedł na jaw prawdziwy powód jego odejścia.



07.06.2005.r.

Stan zdrowia Agatki jest coraz gorszy, jej okropny stan psychiczny doprowadził do rozstroju całego organizmu, wystąpiła bardzo wysoka gorączka połączona z bardzo brzydką wysypką, Aga leżąc z przymkniętymi oczkami przestaje reagować na to, co się wokół niej dzieje, tylko czasem słysząc jak otwierają się drzwi sali unosi główkę aby sprawdzić kto w nich stanie. Jest coraz większy problem z podawaniem Agatce kroplówek, zaczynają zapadać się żyły, z tego powodu Aga była już na bloku operacyjnym, miało być założone centralne wkłucie - prosto do serduszka, ale anestezjologowi udało się jeszcze uratować ją przed tym, udało mu się założyć wenflon. Pani ordynator poprosiła mamę dzisiaj na korytarz i zapytała czy tata obiecał wreszcie odwiedzać Agę, a gdy usłyszała że mimo błagania mamy nie reaguje wcale, obojętne jest mu co stanie się z Agatką zapytała czy mama wyraża zgodę na powiadomienie prokuratury i przywiezienie taty przez policję na odwiedziny. Mama nie wyraziła zgody i długo płakała, kocha tatę i mimo że tak strasznie zawiodła się na nim, jeszcze wierzy że zrozumie jaką krzywdę wyrządza własnemu dziecku, że opamięta się i pomoże jej ratować Agatkę. Cały czas dzwoniąc do taty błagała go aby przyjechał, może jego obecność sprawi że Aga zacznie pić i jeść, że to dla niej jest ratunkiem - tata powiedział, dał nadzieję, że nie wie kiedy, ale może przyjedzie.



11.06.2005.r.

Noc była tragiczna, około godziny 1 w nocy żyły Agatki odmówiły posłuszeństwa, gorączka była coraz większa. Mama obłożyła Agę zamrożonymi butelkami kroplówek, Pani doktor podejmowała wiele prób aby pomóc Agatce, wiele prób założenia wkłucia zawiodło, Aga krzyczšc opadła już całkiem z sił, jedna z pielęgniarek podejmując kolejną próbę ratowania Agi nie wytrzymała i ze łzami w oczach zawołała będących z chorymi dziećmi na oddziale rodziców aby pobiegli na sąsiedni oddział po kogoś do pomocy i na OJOM zapytać czy dyżurny anestezjolog skończył już operację i może wziąść już na blok operacyjny Agę. Ktoś przyniósł wyniki zrobione na cito, okazało się, że aceton jest już okropnie wysoki, że reszta wyników świadczy o tym iż życie Agatki jest poważnie zagrożone... Ktoś z rodziców zapytał o numer telefonu taty Agatki, przystawił mamie telefon do ucha i mama płacząc błagała tatę o natychmiastowy przyjazd, powiedziała że Agatka umiera, ale tata się rozłączył... Pielęgniarka z innego oddziału pobiegła sprawdzić czy w kuchni oddziałowej jest kisiel, żeby nim próbować nawodnić Agę. Nie znalazła, więc Agą zajął się tata leżącego na oddziale chłopca, a mama pojechała z panem portierem do nocnego sklepu po kisiel. Zaraz było gotowanie i studzenie, potem mama płacząc, na siłę otwierała usta i wlewała Agatce rzadki kisiel do buzi. Zaciśnięte gardełko nie chciało połykać, ale mama wlewała kisiel mimo dławienia się Agi, wreszcie udało się, kilka malutkich łyczków, potem więcej i więcej... Około godz.9 rano Aga uśmiechnęła się słysząc głos taty, okazało się, że dopiero awantura telefoniczna Kasi spowodowała ten przyjazd, tata tłumaczył się, że o 2 godzinie w nocy miał jakiś głupi telefon i słysząc płacz Agatki myślał że "ktoś" robi sobie z niego żarty. W ramionach taty Agatka piła i jadła, nawet zaczęła się uśmiechać. Pani ordynator widząc to powiedziała do taty że powinien być co dzień u Agatki, że ona cierpi z tęsknoty, że może nawet umrzeć. Tata niegrzecznie podniesionym głosem odpowiedział że nie może odwiedzać Agi bo nie ma czasu...



20.06.2005.r.

Mama dalej wydzwania do taty prosząc go o pomoc w ratowaniu Agi, dzwoniła też do babci, ale ta zamieniła tylko kilka słów z mamą, obiecała że odwiedzi Agatkę w szpitalu i że postara się porozmawiać z tatą aby przychodził do Agi. Do mamy zadzwoniła też koleżanka, która zapytała czy obok niej mieszka jakaś pielęgniarka lub rehabilitantka Agatki, bo tam co dzień tata Agatki przyjeżdża z jakąś kobietą. Mama jednak uświadomiła koleżankę że jest to pani kierownik z pracy taty, to z jej powodu tata odszedł i tak szybko zapomniał o swoim ukochanym dziecku. Siedząc nocami przy łóżku Agatki mama płacze wspominając niektóre sceny z życia, przecież gdyby wtedy nie kierowała się sercem, gdyby nie tłumaczyła sobie zachowania taty na różne sposoby może nie doszłoby do sytuacji w jakiej teraz przyszło jej walczyć o życie Agatki... - Aga musiała mieć operację główki, niby miał to być tylko krótki zabieg, ale mama bardzo się martwiła, myślała że tata tak samo jak ona całkiem odpowiedzialnie i poważnie podszedł do tematu, że podpisując razem z mamą zgodę na operację zdawał sobie sprawę, że operacja głowy niesie za sobą zawsze jakieś ryzyko... Ale cóż, dziś mamie wydaje się że nie do końca wiedział w czym rzecz, nie zachował się jak kochający ojciec i mąż i dlatego gdy mama z Agatką została już w szpitalu wolał spędzić czas z kolegami - pojechał z kolegami grać w piłkę, nie zwracając nawet uwagi na to, że operacja głowy może się zakończyć nawet tragicznie dla jego ukochanego i tak bardzo upragnionego dziecka, że powinni być razem do czasu operacji i wspólnie podtrzymywać się na duchu... Tata mógł się przekonać już wtedy jak bardzo Aga za nim tęskniła, jak radośnie go witała...



22.06.2005.r.

Gorączka i uczulenie są coraz mniejsze, lecz Agatka w dalszym ciągu nie mówi, nie woła na nocnik, zgubiła też odruch ssania. Podawanie Agatce pokarmów stałych i płynnych sprawia coraz większe problemy, powoduje jej duszenie się. Podejmowane są próby założenia sondy co kończy się napadami skroniowymi. Kolejne znieczulenie i pobyt na sali operacyjnej, mama tym razem ma pozwolenie na pozostanie przy czerwonej lini... Lekarze obserwując krótki i płytki oddech Agi obawiają się, że ciągłe ataki spowodowały już trwałe zwiotczenie przełyku, ustalają jeszcze termin przeniesienia Agatki na oddział gastroenterologiczny w celu przeprowadzenia badań przełyku. Podczas jednej z rozmów mama dowiaduje się, że jeśli ta sytuacja będzie się przeciągała, Aguli może grozić rurka tracheotomijna...



28.06.2005.r.

Jest troszkę lepiej i mama może już wychodzić z Agą na spacerki, bo gorączka ustąpiła. Wędrują więc nawet z podłączoną kroplówką aby Agatce było weselej, na korytarzach kliniki personel zaczepia mamę i ciągle pyta czy tata Agę odwiedza, pytają dlaczego mama nie złoży doniesienia do prokuratury. Mama jednak nie umie się zdecydować, Agatka ma tylko mamę i tatę i dlatego podjęcie takiej decyzji jest bardzo trudne, mimo że Aga bardzo cierpi... Może tata wreszcie zacznie interesować się nią, może zrozumie że jest bardzo potrzebny Agatce, przypomni sobie że mama też jest poważnie chora i nie będzie mogła zapewnić Agatce dobrej opieki, może zrozumie że powinien przynajmniej pomóc w opiece. Gdy tata był kilka razy, mama próbowała z nim porozmawiać, ustalić cokolwiek, jednak tata za każdym razem użył szantażu. Mówił że nie chce mu się rozmawiać na ten temat, że nikt nie będzie mówił mu co ma robić lub nie i odwracając się na pięcie odchodził mówiąc do mamy - teraz Agatka cierpi przez ciebie... Rodzice chorych dzieci byli oburzeni widząc takie zachowanie, pomagają zawsze mamie uspokajać Agę po takich wizytach. Boże, dlaczego tata nagle stał się tak bardzo wrogi i bezduszny, często zachowując się jak rozkapryszone dziecko??? Jaki miał cel opowiadając przez wiele lat że Aga jest dla niego wszystkim, że kocha ją bardzo skoro teraz zupełnie nie obchodzi go co się z nią stanie?



02.07.2005.r.

Tęsknota Agatki jest coraz większa, zamyka się w sobie coraz bardziej. Zdarza się coraz częściej że Aga patrząc na odwiedzających tatusiów zaczepia ich ciągłym patrzeniem w oczy, zaczyna się słodko uśmiechać aż wreszcie proszącym tonem mówi do nich "tatuś"- wiele razy udało jej się sprowokować w ten sposób branie na kolana i tulenie, kilka razy obcy tatusiowie mówili ze łzami w oczach - Boże,jak mocno ona się tuli, nie ma słów na określenie kogoś kto ją tak bardzo skrzywdził, kochający ojciec nie zrobiłby tego... Gdy mama stara się odwrócić uwagę Agi i odjeżdża wózkiem aby uniknąć takich zaczepek Aga zaczyna krzyczeć, piszczeć aż wreszcie zatrzymuje oddech i tym wywołuje atak... Wprowadzone do leczenia dodatkowe leki psychotropowe nic nie dają, w dalszym ciągu Aga budzi się w nocy z krzykiem, wołając bardzo żałośnie "tusiu"... Tata natomiast zadzwonił, ale nie po to aby zapytać o zdrowie Agi, lecz pytał kiedy wracamy do domu bo on chce zabrać swoje rzeczy...



15.07.2005.r.

Kilkudniowy bardzo przykry pobyt w domu, podczas którego każde wyjście z domu wiązało się z dodatkowymi przeżyciami - mama co chwilę była zmuszona słuchać pytań od wielu osób dlaczego wyrzuciła biednego tatę z domu i jaka to wspaniała jest pani kierownik która go przyjęła bo biedak nie miał się gdzie podziać, nawet dała mu do dyspozycji swój samochód, a jaka rodzina jest zadowolona z tej sytuacji... Bezduszność i głupota ludzka w takich sytuacjach sięga dna, nikt z tych ludzi nawet nie słuchał gdy mama prosiła aby nie podejmowali tematu, że nie chce słuchać plotek, że Aga bardzo to przeżywa... Niestety mama musiała zaprzestać wychodzenia na spacery aby zaoszczędzić Agatce dodatkowych cierpień.



25.07.2005.r.

Kolejny pobyt w klinice, stan zdrowia Agatki jest bardzo zły, ciągłe ataki powodują zwiększanie dawek leków. Bezsenne, połączone z krzykiem noce spowodowały zupełny rozstrój organizmu Agi. Ciągły stres, brak snu, a często i brak czasu na zjedzenie czegokolwiek powoduje już u mamy częste utraty przytomności. Aga wiele razy widziała mamę w takiej sytuacji, więc teraz nawet gdy mama próbuje w ciągu dnia położyć się i chwilkę przespać Aga na to nie pozwala uderzając w ataki agresji skierowanej w siebie - piszczy i bije się wtedy po buzi, wyrywa sobie włoski, obija kończyny... Nie ma mowy aby mama odeszła od wózka czy łóżka, Aga zaczyna wtedy szaleć i płakać w obawie żeby i ona jej nie zostawiła...W przerwie między pobytami w szpitalu mama zaniosła do kolegi złotnika swój pierścionek z prośbą, aby zrobił z niego pierścionek z dwoma złączonymi serduszkami dla Agatki, teraz mama ciągle Agatce pokazuje go i powtarza, że na tym pierścionku są dwa serduszka - Agatki i mamy i one zawsze będą razem, nie da się ich rozłączyć.



30.07.2005.r.

Agatki życie upływa na ciągłym płaczu, atakach, otępianiu lekami psychotropowymi i bezsennych nocach. Mama ciągłymi telefonami i SMS-ami wymusza sporadyczne odwiedziny taty, podczas których Aga chociaż przez chwilę jest szczęśliwa. Tuli się wtedy mocno do taty powtarzając pełne szczęścia słowa "tat" "tata" "tusiu"... Mama zdecydowała się na rozmowę z panią kierownik, o której tata oficjalnie opowiada, a nawet często tłumaczy mamie, że ona nie pozwala mu na wizyty u Agi. Oczywiście rozmowy nie było, pani kierownik na rozmowę z mamą brakło odwagi... Nie miała też odwagi spojrzeć mamie w oczy... Z tego też powodu mama miała okazję przekonać się jak bardzo mogła liczyć na pomoc babci, na jej kobiecą rozwagę i serce... Babcia wykrzyczała mamie przez telefon: "jakim prawem wtrącasz się do życia Grześka, on jest wolnym człowiekiem, a jeśli chcesz pomocy od niego to ją dostaniesz - tobie załatwimy dom wariatów a Agacie przytułek"... To był dla mamy szok, zastanowiła się nawet przez moment czy tata mógł w tak szybkim tempie i za jej plecami przeprowadzić sprawę rozwodową? Jak nazwać kobietę, która jest żoną, matką i babcią, która ciągle chodzi do kościoła i ma w sobie tyle nienawiści do chorego i bezbronnego dziecka?



12.08.2005.r.

W dalszym ciągu Agatka ma tylko mamę, odwiedza ją też i stara się dużo pomagać Ewa - Agatki nauczycielka z nauczania przedszkolnego. Pomagają też Krysia i Krystian - sąsiedzi, rodzice niepełnosprawnej Ani i Janusza. Dla nich odejście taty i odtrącenie Agatki też było szokiem, oni byli obecni w życiu Agatki i jej rodziców na codzień, byli świadkami każdej radości rodziców Agatki, słyszeli wiele razy opowieści taty o tym, jak bardzo jest wdzięczny mamie za wszystko co zrobiła i nadal robi dla niego, Agi i domu. Byli świadkami miłości taty do Agatki. Pocieszali gdy tata rozpaczał z powodu nieobecności swojej rodziny w życiu Agatki, tego że nie okazali jej nigdy miłości i z powodu słów jakie kiedyś usłyszał od swojej mamy, mówił, że prosił mamę wtedy tylko o trochę miłości dla Agatki, a w zamian usłyszał - "nawet nie przychodź na mój pogrzeb, bo wyjdę z trumny i cię zabiję"...Dzisiaj mama zastanawia się cały czas jaki był prawdziwy powód tego, że babcia powiedziała takie słowa, czy dlatego że tata był wtedy jeszcze z mamą i Agatką?



19.08.2005.r.

Mama postanowiła zaryzykować i zaopatrzona w butlę z tlenem, zestaw AMBU, ssak i torbę leków pojechała z Agatką na zjazd bractwa grzybowego do Międzybrodzia Bialskiego. Trasa była ciężka, kilka razy trzeba było się zatrzymywać, bo Agatka nagle wybuchała płaczem i atakami agresji, obijała się wtedy z całych sił. Mama jednak postanowiła nie wracać do domu, trzeba brać Agę w inne miejsca, Aga musi zaczynać żyć jak dawniej, nawet, gdy ma tylko mamę u swojego boku i tylko na nią może liczyć. Powitanie było już bardzo radosne, Aga poznawała i witała z radością znajomych, bardzo ucieszyła się na widok znajomych piesków - Ajszy, Nufiego i Kropki. Oczywiście radość Agi na widok ogniska, gitary i kiełbasek z grila była ogromna, choć bardzo zmęczona podróżą w pierwszy dzień długo siedziała otulona w swoim wózku przy ognisku. Dwa następne dni były jednak przeplatane złymi i dobrymi chwilami w stanie zdrowia Agi - wymagała podawania dodatkowych leków, były ataki agresji i pisku. Aga co jakiś czas tak jakby uciekała w swój świat, była nieobecna, tak jakby pogrśżona we wspomnieniach, przez moment jej oczka patrzące w jeden punkt były radosne, a po chwili nagle zaczynała się rozglądać, płakać i wołać tatę. Szokiem dla znajomych był stan Agi, ta zapamiętana przez nich, zawsze radosna istotka tak bardzo była inna, tak bardzo cierpiąca... Znajomi poznali wcześniej tatę Agi, nie popisał się wtedy też, myśleli jednak że był to chwilowy wybryk, jednak jego zachowanie po odejściu z domu uważają za zbrodnię na Agatce - mówią, że tak nie mógłby zachować się kochający i dorosły człowiek...



23.08.2005.r.

Dzień urodzin taty Agatki... Mama upiekła ulubiony sernik taty i razem z Agatką wymyśla wierszyki dla taty i wysyła je SMSami. - Do Ciebie tatusiu - Mama opowiada też Agatce wiele zdarzeń, tych dobrych i tych złych, dziś opowiadała o pierwszych wspólnych urodzinach taty... Była to niespodzianka dla taty, gdy przyszedł z pracy był szampan, kwiaty, odśpiewane sto lat i prezent - zegarek, który tacie bardzo się podobał.Tata wtedy bardzo się wzruszył, popłynęły mu łzy, mówił, że są to jego pierwsze w życiu prawdziwe urodziny, że w domu rodzinnym nikt tego dnia nie zauważał, nie miał też prezentów... Mama opowiedziała też Agatce o innych urodzinach taty, kiedy to czekał na przyjście rodziców i rodzeństwa, patrzył raz w okno, a raz na zastawiony dla gości stół i płakał jak dziecko w ramionach mamy bo mimo wielu obietnic rodzina zawiodła go kolejny raz...



26.08.2005.r.

Agatka była dziś bardzo dzielna, cały dzień leżała obok mamy w łóżku nie upominając się o nic, wiedziała że mama nie potrafi się nią zająć - mama dzisiaj nie umiała wstać z łóżka, ból i chwilowe utraty przytomności uwięziły ją w łóżku, nie miała też na szafce obok łóżka telefonu i nie mogła poprosić nikogo o pomoc. Dopiero późnym popołudniem przyszła po pracy Ewa zaniepokojona tym, że mama nie odbiera cały dzień telefonu. W takich chwilach mama często płacze i wspomina okres przed zajściem w ciążę - mama wtedy przez miesiąc co dzień chodziła do sąsiadów aby kąpać ich maleńkiego synka, tata często bawił się z nim i mówił, że pragnąłby tak bawić się i tulić swoje dziecko. Mama jednak po wcześniejszych kąplikacjach zdrowotnych i poronieniach nie chciała przeżywać kolejnej porażki, mówiła często o adopcji. Jednak stało się inaczej,tata szalał z radości, mimo że lekarze mówili mamie o mogącym pojawić się z powodu choroby nerek zagrożeniu jej życia podczas ciąży, mamy serce posłuchało szczęśliwego wtedy taty, który ciągle powtarzał "kotku kochany, damy radę, zobaczysz że damy radę". Tata zawiózł mamę nawet do swoich kolegów z pracy, których żony urodziły dzieci w późnym wieku i ciągle powtarzał - "Zobacz jacy są szczęśliwi, już nie mogę się doczekać na maleństwo, jak ja was kocham..." Tata wiedział że mamy wieloletnia tęsknota za drugim kochanym szkrabikiem i miłość do niego pomogła przezwyciężyć lęk, że chciała aby tata był szczęśliwy. Dziś mamy serce pęka z rozpaczy - jak dorosły i wydawałoby się odpowiedzialny człowiek może mieć tak zupełnie różne od siebie dwa oblicza...



28.08.2005.r.

Pojawiło się radosne światełko - Agatka zaczyna coraz więcej się odzywać, mama jest szczęśliwa i korzystając z tego prowokuje ciągłe rozmowy, wymusza od Agi tak jak za dawnych lat słowo po słowie. Lecz Agatka nadal rozpacza i walcząc z całym światem chce tym wymusić powrót taty. Nauczyła się doskonale prowokować ataki padaczki. Dozwolone dawki leków nie są w stanie wyciszyć jej cierpienia, często podawane są doraźnie inne leki wyciszające, ale wtedy Agatka jest nieobecna, zupełnie oszołomiona. Często przesypia większą część dnia ponieważ w nocy dalej budzi się z krzykiem. Leży potem na brzuszku przez kilka godzin wciąż płacząc i żałośnie co chwilę wołając "tusiu". Mama tuląc wtedy mocno Agatkę ukradkiem płacze razem z nią. Ciągły stres i zmęczenie powodują, że mamy stan zdrowia się pogarsza, choroba powoduje liczne bardzo bolesne dolegliwości i zżucanie w bardzo szybkim tempie wagi. Mamy częste wizyty u lekarzy powodują że Agatka musi zostawać często sama w domu. Mama wtedy najpierw dzwoni do lekarza informując go o tym że właśnie wychodzi z domu, a pan doktor nie przyjmując już pacjentów czeka na mamę. Panie w urzędach, sklepach i aptece też już wiedzą, że mama nie ma czasu czekać w kolejce i gdy tylko ją zobaczą załatwiają ją szybko poza kolejnością, pytają o Agatkę, o to czy tata wreszcie okazał jej serce, życzą zdrowia i wytrwałości. Mama często ze łzami w oczach myśli - jak dobrze że są jeszcze ludzie którzy potrafią zrozumieć tą ciężką sytuację, którzy zawsze podtrzymują na duchu i obdarzą dobrym słowem.



08.09.2005.r.

Coraz częściej mama słyszy rady lekarzy swoich i Agatki o umieszczeniu Agatki w jakimś ośrodku. Są to rozmowy dla mamy bardzo bolesne, nie chce pogodzić się z myślą że nie będzie mogła zajmować się Agatką, ale nie ma już często siły jej podnieść, kąpiele często kończą się wypadnięciem Agatki z jej rąk, często nie potrafi wyjąć Agi z wanny, przenieść z łóżka do wózka lub fotela, utrzymać przy karmieniu, a na pomoc Ewy czy sąsiadów nie zawsze może liczyć. Mama często korzysta z płatnej pomocy pielęgniarek, ale i to nie zawsze jest możliwe, bo do wydatków doszło jeszcze kosztowne leczenie mamy.Tata czasem zajrzy,lecz najczęściej nie chce pomóc, wręcz czasem krzyczy że mamie znowu się coś w głowie przewróciło, że powinna się zacząć leczyć aby pozbyła się myśli o jego jakiejkolwiek pomocy. Zdarza się i tak, że przyjdzie, posiedzi chwilę i nawet nie weźmie Agi na ręce twierdząc, że tym razem nie przyszedł do Agi... Potem wychodzi zupełnie głuchy na pisk i płacz Agi. Bywa też tak, że nawet gdy trzyma Agę na kolanach to nie odezwie się do niej wcale, ogląda sobie tylko telewizor... Agatka jednak za każdym razem wita tatę z ogromną radością, na przemian śmieje się w głos i płacze. A potem tuli się mocno i patrzy tacie prosto w oczy. Co chwilę zerka w stronę mamy i z ogromną radością mówi dużo do mamy sobie tylko zrozumiałymi słowami coś bardzo wesołego, zerkając co chwilkę na tatę i powtarzając słowo "tata". Mama wie, że Aga jest wtedy szczęśliwa, że dla niej bardzo ważna jest obecność taty, nawet ta bezduszna i coraz częściej tak bardzo obca... Więc mama toleruje to okropne zachowanie taty i czeka na termin sprawy sądowej o regularne widzenia i pomoc w opiece nad Agatką.



24.09.2005.r.

I znowu Agatka miała sporo powodów do radości, znowu spotkała się ze znajomymi grzybiarzami którzy tak bardzo są jej i mamie przyjaźni. Pobyt w Zubrzycy dał wiele miłych chwil Agatce, poznała kolejnych miłych ludzi, znowu było piękne ognisko z kiełbaskami, Aga dostała też pięknego misia od Robiego. Razem z Ewą, Robim, Anją i jej synem Agatka była w skansenie w Zubrzycy, świeciło też piękne słoneczko śląc Agatce promykami piękne uśmieszki, było dużo zdjęć no i oczywiście grzybów. Ugotowana przez grzybiarzy w ogromnym garnku zupa grzybowa smakowała wyśmienicie.



29.09.2005.r.

Decyzja zapadła i Agatka zaczęła uczęszczać do ośrodka rehabilitacyjnego. Nie jest to dla niej wesoła sytuacja, ale mama wierzy, że wreszcie Aga się przyzwyczai, że przyjdzie dzień, w którym wiadomość o wyjeździe do ośrodka Aga przyjmie z ogromną radością. Co dzień rano mama wsadza Agę do samochodu przewożącego dzieci,co dzień przekonuje zaniepokojoną Agę że będzie wspaniale, że będą dzieci i dużo wspaniałych zabaw.



10.10.2005.r.

Agatka uczęszcza do ośrodka, mimo że wiele razy nawet o tym nie wie, nie jest to jej samodzielny pobyt, mama co dzień jedzie za samochodem wiozącym dzieci i podgląda Agę z ukrycia, aby w każdej chwili móc jej pomóc, aby być gdy Agatka zacznie się niecierpliwić lub płakać, aby podpowiedzieć opiekunom jak Aga reaguje na wiele spraw, jak komunikuje swoje potrzeby i jak można się z nią zaprzyjaźnić. Mama jest oczarowana zachowaniem Agi,jest grzeczna i ładnie zjada gdy karmi ją ktoś z opiekunów. Ma też koleżanki i kolegów którym nie przeszkadza wcale to, że jej rączki i nóżki są nieposłuszne i często kogoś niechcąco uderzą. Nikt też nie śmieje się z jej inności, te dzieci są bardziej wyrozumiałe od dużej rzeszy dorosłych zdrowych ludzi w swym podejściu do chorych i cierpiących. Nie okazują złośliwości i niechęci, tam nikt z szyderczym uśmiechem nie da Agatce w prezencie krówki z kółkami i na sznurku, tam nikt nie powie że nie chce na nią patrzeć bo ona się śmiesznie rusza...
Mama



15.10.2005.r.

Od kilku dni szaleństwo Agatki zaczęło się nasilać, nie chciała się rano ubierać do ośrodka, nie chciała jeść śniadania, wszystko było na "nie". Bardzo często wołała tatę patrząc w stronę drzwi lub na telefon. Pojawiła się gorączka i Aga przestała pić, pojawił się katar i duszności. W dzień i w nocy mama pilnuje Agę, robi jej inhalacje i oklepuje. Gdy przyszedł tata po telefonicznych mamy prośbach, mama ucieszyła się, myślała że jej pomoże w opiece nad Agą, ale tata zamiast pomóc zaczął krytykować oklepywanie i inhalacje, mówił do Agi że mama zgłupiała bo robi jej te zabiegi gdy nie są jej potrzebne, że ona się ich boi itd, posiedział chwilę i poszedł co bardzo źle odebrała znowu Agatka, płacząc i złoszcząc się nie pozwala sobie już nic zrobić, o podaniu lekarstw i pojeniu podczas wysokiej gorączki nie ma już mowy. Późnym wieczorem Aga zachłysnęła się herbatą, ale mama odessała ją ssakiem i mocno oklepała. W nocy nic szczególnego nie dzieje się z oddechem, gorączkę udało się obniżyć i mama nawet zrobiła Agatce inhalację podczas snu. Jednak rano podczas śniadania nagle znowu zaczął się krzyk, Aga upominała się o telefon do taty, ale tata nie chciał z nią porozmawiać. Podczas jedzenia śniadania Aga zachłysnęła się drugi raz, posiniały jej usta, nie pomógł tym razem ani tlen, ani ssak. Po dwóch godzinach oddech Agi stał się krótki i nawet podawanie tlenu nic nie zmieniło, gorączka zaczęła rosnąć i Aga zaczęła podsypiać - mama szybko zapakowała najpotrzebniejsze rzeczy i pojechała z Agą do kliniki...



17.10.2005.r.

Pobyt na oddziale był straszny, Aga nie pozwalała nic sobie pomagać, wyrywała kroplówki ciągle upominając się o tatę, nie było sposobu aby ją wyciszyć. Po jednym z nocnych ataków pisku i ciągłego wołania, gdy po to, aby podać Agatce leki musiało przyjść dwóch lekarzy do utrzymania jej bo z tak ogromną siłą walczyła obijając się przy okazji o ścianę i poręcze łóżka, została wezwana na oddział. pani doktor psychiatra. Pani doktor bardzo zmartwiła się na widok Agatki, takiej jeszcze jej nigdy nie widziała,a zna ją od lat.Pani doktor powiedziała że tata popełnia okropną zbrodnię, bo będąc wiele razy z Agatką i mamą u pani doktor dowiedział się wiele od niej na temat choroby Agatki, wiedział doskonale że każda zmiana w jej życiu może ją zabić, że jeśli już odszedł z domu to powinien do Agatki przychodzić często, powinien pomóc jej zaakceptować nową sytuację. Pani doktor opowiadała lekarzom jak tata podczas jednej z wizyt u niej mówił jak bardzo Aga była niespokojna gdy mama przestawiła w domu kwiatka w inne miejsce, jak Aga płakała z tego powodu, mówił też wiele razy że gdy przyjdzie później z pracy to Agatka bez niego nie chce nawet jeść... Pani doktor powiedziała jak bardzo pomyliła się myśląc że tata Agatki jest odpowiedzialnym i troskliwym ojcem, bo teraz dopiero widać jak bardzo Agę kochał na pokaz i tylko słowami, że to była tylko udawana miłość skoro świadomie naraził ją na tyle cierpień i tak bardzo lekceważy jej życie.



19.11.2005.r.

Aga wyzdrowiała i znowu zaczęła jeździć do ośrodka, kilka dni mama znowu była niedaleko, zachowanie Agi nie budziło jednak żadnego niepokoju więc mama nie była już potrzebna w ośrodku. Co dzień po powrocie z ośrodka mama pyta Agę czy jej się podobało, w co się bawiła z dziećmi i czego się nauczyła podczas lekcji. Z dnia na dzień niezadowolenie Agatki jest coraz większe, Aga wraca z poplątanymi włoskami, zdarza się, że z rozerwaną odzieżą, zaczyna się nawet skarżyć powtarzając często "ała", zaczęła się też pojawiać ostatnio biegunka po powrocie z ośrodka. Mama zwróciła na to uwagę opiekunce która zabierała rano Agę, prosząc o przekazanie pani na którą Aga się skarżyła, że jeśli nie potrafi sobie z Agą poradzić to niech zadzwoni po mamę, niech powie jaki to jest problem. Kolejne dwa dni nie przynoszą żadnej zmiany na lepsze, rano trzeba na siłę Agę ubierać i wsadzać do wózka, mama zaczyna się bardzo martwić tą sytuacją.



25.11.2005.r.

Gdy Agatka dzisiaj wróciła z ośrodka mama biorąc ją z auta zauważyła czerwone oczka i zapytała Agę czemu płakała, Aga bardzo smutna nie zareagowała, a pani opiekunka powiedziała że to nie z płaczu, bo Aga nie płakała wcale, że chyba Aga będzie miała katarek. Jednak gdy mama w domu zdjęła Agatce czapeczkę przeraziła się widząc strasznie poszarpane włoski, potem gdy chciała zmienić Agatce pampers Aga zaczęła okropnie krzyczeć i bronić się... Mama tuląc Agę zaczęła pytać ją co się stało, ale nie potrafiła się z Agą porozumieć. Gdy po długich prośbach udało się Agę rozebrać, oczom mamy ukazał się straszny widok - Aga miała wiele obrażeń ciała... Mama nie dodzwoniła się do pani opiekunki, więc w dalszym ciągu nie wiedziała co się działo w ciągu pięciu godzin pobytu Agi w ośrodku, płakała siedząc nad Agatką całą noc i zadawała sobie pytania - dlaczego znowu kolejny ból, kolejne cierpienie, dlaczego znowu spotkało to Agatkę, kiedy zerwie się nić ciągnąca jednen koszmar za drugim...



26.11.2005.r.

Rano odebrała telefon pani opiekunka, była zdziwiona mamy niepokojem i płaczem, powiedziała, że nic nie działo się w ośrodku, że ubierając Agę do domu zauważyła pod paszką otwartą ranę, ale zapomniała mamie o tym powiedzieć... Słowa te mama odebrała okropnie, jak opiekunka może zapomnieć a potem mówić o otwartej, sączącej się ranie tak jak o poplamionej jogurtem bluzeczce... Mama postanowiła podzielić się tym faktem i swoimi podejrzeniami o brak opieki w ośrodku z sąsiadami. Ich reakcja na zachowanie i widok Agatki była dużo mowiąca, poparli mamy decyzję o wizycie z Agatką u lekarza. Jednak mamie nie udało się uprosić Agatki aby pozwoliła się ubrać, na widok czapki i kurtki zaczął się ogromny krzyk i walka, nie pomogły zapewnienia że Aga jedzie z mamą a nie do ośrodka... Mama więc postanowiła już nie stresować Agi i zadzwoniła na pogotowie. Pani przyjęła zgłoszenie, jednak nie potrafiła określić czasu w jakim przyjedzie lekarz na oględziny ran Agatki. Późnym wieczorem przyjechało pogotowie, był pan doktor i pan pielęgniarz, Aga jednak mimo tylu rąk nie pozwoliła sobie dokładnie obejrzeć krocza broniąc się okropnie i krzycząc. Pan doktor wypisując zaświadczenie zlecił badanie ginekologiczne...



27.11.2005.r.

Udało się mamie dzisiaj przekonać Agę do ubrania i wyjścia z domu, pojechała więc z nią do szpitala na badanie ginekologiczne. Agę przyjęła pani doktor, była bardzo zmartwiona krzykiem i obroną Agatki przed rozebraniem z pampersa. Pani doktor zleciła kompleksowe leczenie krocza i rany pod pachą, pytała też mamę o szczegóły z zachowania Agi od czasu jeżdżenia do ośrodka. Mama opowiedziała pani doktor o pojawiających się biegunkach u Agatki od pewnego czasu. Mama podejrzewała zmianę jedzenia, może wody, a pani doktor powiedziała że musiały to być biegunki spowodowane dużym stresem. Podejrzenia pani doktor wprawiły mamę w rozpacz, mama cały czas odrzucała tą najgorszą wersję wydarzeń jakie mogły mieć miejsce w ośrodku... Inna pani doktor powiedziała do mamy - a co pani myśli, z takimi dziećmi nie jest łatwo się porozumieć, a ona jest śliczna i bardzo zadbana, a to przyciąga...Po powrocie do domu ze szpitala Agatka miała biegunkę ze śladami krwi, o czym mama zaraz powiadomiła panią doktor...



28.11.2005.r.

Dzisiaj była sprawa w sądzie założona przez mamę o regularne widzenia taty u Agatki i pomoc w opiece nad nią. Agatka widząc tatę na sali rozpraw ze szczęścia rozpłakała się, tata jednak nie kwapił się wcale do wzięcia jej na kolana, dopiero gdy mama mu powiedziała o tym głośno zrobił to - Aga była szczęśliwa... Na sprawie tata płaczliwym głosem mówił o miłości do Agatki, że ona jest dla niego wszystkim, że to zrozumiałe że będzie chodził do Agi nawet w każdy dzień, że będzie pomagał w załatwianiu sprzętu i jazdach do lekarza, że będzie zabierał Agę co drugi weekend do siebie, że odwiedzając będzie zabierał Agę na spacery itd. Pani sędzia mówiła do mamy że chodzi tylko o dobro dziecka i że skoro tata wyraża chęć pomocy to mama powinna zgodzić się na ugodowe załatwienie tej sprawy, że jak będzie miał zapaść wyrok będzie to trwało długo i Aga będzie musiała jeszcze czekać. Że ugoda zapewni Agatce od razu, od dzisiaj widzenia i opiekę taty. Mama pogrążona w rozpaczy po ostatnim wydarzeniu w ośrodku miała tylko jedno w głowie - szybko ukoić ból Agatki, zapewnić jej miłość i poczucie bezpieczeństwa taty, aby szybko zapominała o przykrościach, aby choć w taki ograniczony sposób zapewnić jej szczęście. Tata jednak myślał zupełnie inaczej, znowu zagrał brzydką rolę w tragicznym życiu własnego dziecka, zaraz po wyjściu z sądu odmówił wszelkiej pomocy, powiedział do mamy: "idź się lecz i zapomnij abym ci pomagał i przychodził". Na wieść o tym co spotkało Agę, że Aga jeszcze raz musi być zbadana w specjalistycznej poradni ginekologicznej dla dziewczynek i że potrzebna jest do tego pomoc w trzymaniu Agatki powiedział: "co mnie to obchodzi, daj mi spokój i sama się martw jak ją zbadać, ja nie mam czasu na takie pierdoły..." Odchodząc nawet nie pożegnał się z Agatką, powiedział tylko że nie ma czasu nawet rozmawiać, bo czeka na niego jego wybranka - pani kierownik i się denerwuje, bo ta sprawa długo trwała...



01.12.2005.r.

Aga próbuje wymiawiać więcej pojedynczych słów, nie są one wymawiane tak ładnie jak kiedyś, ale mama i tak jest szczęśliwa, bo ponad dwa miesiące od odejścia taty oprócz słów "tata" i "tusiu" Agula nie powiedziała nic. Wiele razy w ciągu dnia mama pyta Agatkę czy wie że mama ją bardzo mocno kocha, Aga na to przygryza w rozbrajającym uśmieszku języczek i z przymróżonymi oczkami odpowiada: "tat" A gdy mama zapyta czy Aga chociaż troszkę kocha mamę, to Aga uśmiechając się odpowiada "toa" albo popiskując radośnie woła "aj, ajjjj,tat". Dzisiaj mama była smutna, wróciły bolesne wspomnienia, mama dostała wezwanie do prokuratury, nie było dokładnie napisane w jakiej sprawie, więc telefonicznie mama dowiedziała się, że to w sprawie uszkodzeń ciała Agatki... Okazało się, że pani doktor badająca Agatkę w szpitalu złożyła doniesienie do prokuratury na ośrodek i będzie prowadzona sprawa z urzędu, mama wie, że Agatka już do tego ośrodka nie wróci, mimo to zgłosi się na zeznania, bo sprawa ta uchroni inne chore dzieci przed cierpieniem jakiego doznała Agatka...



06.12.2005.r.

Wczoraj wieczorem Aga w wielkim skupieniu prezygotowała smakołyki dla Św. Mikołaja, Aga wiedziała że ją odwiedzi, pisała z mamą list do Mikołaja już dawno. Rano mama krzątając się po mieszkaniu usłyszała wołanie Agatki "Elka, ajjjj, Elka, Aga, ajjjj" - ale była radość na widok leżącego obok poduszki prezentu. Aga oglądała prezent i przymierzała czapkę, którą chyba zgubił Mikołaj... Mimo że i tym razem Agatka nie doczekała się ani na telefon, ani na odwiedziny taty to dzień Św. Mikołaja wniósł troszkę radości w jej życie, popołudniu były jeszcze też prezenty, więc chociaż podczas tych krótkich chwil Aga mogła czuć się kochana nie tylko przez mamę.



25.12.2005.r.

Te rodzinne święta były najbardziej smutnymi świętami w życiu Agatki i mamy, mama była bardzo zmęczona i mimo wielu nieprzespanych nocy przygotowała wszystko tak jak dawniej... Tata obiecał że przyjdzie na Wigilię i był niecałe dwie godziny, Aga widząc że tata co chwilę patrzy na zegarek i nie odzywa się, zaczęła robić się bardzo smutna. Mama prosiła, aby tato został jeszcze chociaż godzinkę, aby poczekał jak Aga pójdzie spać lub aby przyszedł póżniej, po kolacji u babci, żeby Agatka mogła się nim nacieszyć i aby był gdy będzie zasypiała. Mama nie chciała aby Agatka płakała w ten dzień, pragnęła aby te święta mimo ogromnej samotności upłynęły Agatce i mamie bez rozpaczy i buntu Agatki. Niestety, tata odpowiedział tylko, że nie może być dłużej i nie przyjdzie też po kolacji bo babcia mu nie pozwoliła... I stało się - płacz i wołanie Agatki w nocy i w dzień rozrywał tą świąteczną ciszę, znowu odezwał się bunt Agatki i nie było mowy o nakarmieniu jej. Po kilku słabszych atakach mama musiała jej podać dodatkowe leki przeciwatakowe po których Aga długo leżała wtulona w ramiona mamy łkając żałośnie. Popołudniu udało się mamie posadzić Agatkę w wózku aby świąt nie spędziła cały czas leżąc w łóżku. Tata natomiast będąc tak blisko, bo dwa bloki dalej nie reagował na telefoniczną prośbę o przyjście do Agi, powiedział tylko że mama ma mu nie zawracać głowy i potem już nie odbierał telefonu. Kolejny raz mama miała wyrzuty sumienia że dała się nabrać na łzy i przebiegłość taty dzień przed Wigilią kiedy to nagle przyszedł do Agatki. Siedział trzymając Agę na kolanach i patrzył jak mama ubiera choinkę, a potem wychodząc rozpłakał się i powiedział że nie ma gdzie spędzić tych świąt, że będzie sam i nie będzie miał nic, nawet choinki...



28.12.2005.r.

Agatka ma małą przyjaciółkę Dusię,mamy kwiaty są mocno zagrożone, ale mama nie rozpacza bo radość Agatki jest ogromna. Dusia bardzo lubi gdy Aga ją przytula, mama jednak musi być czujna podczas takiej zabawy ponieważ skurcze Agatki są duże i Aga nieświadomie mogłaby wyrządzić Dusi krzywdę. Zdarza się i tak, że czasem Dusia podejdzie za blisko buzi Agatki, a taki pocałunek z towarzyszącym skurczem może się dla niej okazać zgubny...


Strona Agatki

statystyki www stat.pl