<-- Zobacz więcej -> Strona Agatki


Historia Agatki

   Brutalne przyjście na świat spowodowało szok u Agatki i było początkiem drogi pełnej bólu i cierpienia. Podczas porodu kleszczowego uścisk kleszczy był zbyt mocny, na główce zostały krwisto sine wgniecenia, a w jej środku uległo uszkodzeniu naczynie krwionośne - nastąpił wylew.
Gdy Agatka miała pół roku wylew w główce powiększył się i musiała być operowana. Śliczne, radosne, siedzące już maleństwo musiało przeżyć koszmar trzymiesięcznego pobytu w szpitalu w trakcie którego zamiast jednej krótkiej operacji miało jedenaście narkoz, pięć operacji główki i zostało zakażone gronkowcem złocistym.
   Gdy opuszczała szpital już nie siedziała, nie utrzymywała też główki i nic nie trzymała w rączkach i nie potrafiła nic powiedzieć. Na pytania kierowane do lekarzy: dlaczego tak jest - padała odpowiedź: dziecko jest zmęczone tymi zabiegami, ale to wszystko przejdzie bo zmian neurologicznych nie wykazuje. Swoje pierwsze urodzinki Agatka też spędziła w szpitalu, miała operację nóżek. Na tą operację miała jechać do USA, były skompletowane i przetłumaczone dokumenty, był sponsor, ale cóż, nasi lekarze nie wyrazili zgody - naruszona byłaby ich ambicja! Powiedzieli, że w Polsce wykonuje się takie operacje z powodzeniem i oczywiście...dokładnie Agę okaleczyli. Też miało być dobrze po usunięciu gipsów, a Aga miała zapomnieć o cierpieniach i być szczęśliwym dzieckiem. Minął rok, Agatka cały czas była rehabilitowana, ciągłe wizyty u specjalistów powodowały, że dalej cierpiała i nic nie zapomniała - wręcz przeciwnie - bała się wszystkiego i wszystkich, nawet rehabilitant mówił że jeszcze nie słyszał tak strasznie krzyczącego ze strachu dziecka. Wtedy to kilka razy, zaraz po zaśnięciu zdarzały się dziwne ataki połączone z bezdechem, okazało się wtedy że jest to padaczka pourazowa, która w przypadku Agi była bardzo trudna do opanowania, ponieważ organizm odrzucał lub odwrotnie reagował na wiele lekarstw potęgując ataki, a każdy atak powodował, że stan Agatki pogarszał się.
   Nawet rehabilitacja przynosiła odwrotny skutek, wywoływała u Agi ogromny stres, powodowała nasilenie bezdechów i na polecenie specjalisty trzeba było ją przerwać. Aga była tak spastyczna, że czasem nie można było jej ubrać z powodu sztywnmości kończyn, a ściśnięte gardełko nie pozwalało jej nakarmić.
   Tylko w ramionach rodziców czuła się bezpiecznie więc nawet spacery były na rękach, reakcją na uliczny ruch był płacz i ogromny niepokój co powodowało że nie chciała siedzieć w wózku. Trzeba było zacząć podawać Agatce więcej leków, oprócz leków przeciw padaczce dostawała też leki psychotropowe - na uspokojenie. Widok tej słodkiej, wszystko rozumiejącej, próbującej mówić i mimo tylu cierpień zawsze uśmiechniętej istotki jeszcze bardziej ranił serce. Przytłumiona lekami, ciągle śliniąca się, wiotka i bez przerwy śpiąca patrzyła z wózka ślicznymi oczkami na otaczający ją świat. Podejmowane próby leczenia wszelkimi metodami nie przynosiły rezultatów, wydawałoby się, że wyrok na Agatkę został wydany, lecz rodzice nie tracąc nadziei i nie ustając w poszukiwaniu sposobu na pomoc byli pełni nadziei na poprawę jej stanu zdrowia.
   Kolejne lata walki przynosiły poprawę, codzienna praca z mamą powodowała lepszą komunikację z Agatką, pojawiło się wiele nowych słów i gestów, można się było już z Agą doskonale porozumieć, Agatka miała też większą kontrolę nad rączkami i utrzymaniem główki. Wymagana była cały czas intensywna rehabilitacja, więc pół dnia pracowała z nią mama, gdy tata wracał z pracy wychodził z Agą na spacer, mama w tym czasie zajmowała się pracami domowymi a wieczorem znów usprawnianiem Agi. W takiej sytuacji mamy kręgosłup i ręce zaczęły odmawiać posłuszeństwa, została więc podjęta decyzja o ponownej próbie rehabilitacji przez fachowca, lecz tym razem w domu.
   Początki były wręcz tragiczne, mimo ciągłej obecności mamy i zapewnień o bezpieczeństwie strach spowodował u Agatki wiele ciężkich ataków padaczki. Z czasem jednak udało się, sprawiło to ogromną radość rodzicom, tymbardziej że mama nie mogła już wogóle ćwiczyć z Agatką, musiała poddać się operacji tarczycy i nie mogła sobie już pozwolić na taki wysiłek.
   Pozostały jednak bajki wymyślanki i piosenki śpiewane przez mamę, przynosiły one wiele radości i ochoty do ćwiczeń w rozpoznawaniu, nazywaniu i liczeniu przedmiotów, mama więc zdecydowała że nadszedł czas na konkretną naukę. Podjęte indywidualne nauczanie przedszkolne przynosiło wspaniałe rezultaty a nauka liczenia i czytania globalnego dawała wiele radości. W opinii psychologa, logopedy i lekarzy Agatka robiła postępy większe niż można było się tego spodziewać, a jej ciągle radosna buzia i ogromny zapał do pracy utwierdzały w przekonaniu że dalsza poprawa jest realna, że uda się Agatce pokonać wiele przeszkód związanych z chorobą.
   Stało się jednak inaczej... Nie było dane Agatce cieszyć się długo tym coraz bardziej przyjaźnie odbieranym światem. Legł on w gruzach 20 maja 2005 roku kiedy to tatuś zrezygnował z życia rodzinnego, odszedł z domu nie zwracając uwagi na Agatki i mamy rozpacz, a szczególnie na nagłe pogorszenie stanu zdrowia Agatki.
   Śliczne i wcześniej bardzo wesołe oczka zasłoniły łzy, a serduszko pękało z rozpaczy, ogromny stres powodował liczne ataki a razem z nimi cofanie się Agi w rozwoju. Pojawiły się też ogromne, zagrażające życiu Agi zaburzenia emocji i konieczny był długi pobyt w szpitalu, który bez odwiedzin taty też nie przyniósł rezultatu. Mama w rozpaczy wzięła Agę do domu, miała nadzieję na pomoc taty w domu, myślała że będzie mu zależało na ratowaniu Agi bo bezsenne noce połączone z płaczem i wołaniem zupełnie rozregulowały jej dotychczasowy tryb życia, wywołały w niej bunt i zamknięcie się w swoim świecie pełnym wspomnień o miłości i radości. Nie było możliwości dotarcia do Agatki, nie interesowały ją żadne zabawy i bajki a jej smutne oczka wciąż były wpatrzone w jeden punkt. Formą buntu na zaistniałą sytuację była niechęć do spożywania posiłków, niechęć do przyjmowania jakiejkolwiek pomocy, krzykiem i bezdechem reagowała na próby wyjścia na spacer, wogóle na ubieranie i wyjmowanie z łóżka. Bezsilność i desperacja mamy w ratowaniu Agatki oraz zupełny brak zainteresowania i jakiejkolwiek pomocy w opiece ze strony taty spowodowały, że mama w porozumieniu z lekarzami zdecydowała o codziennym kilkugodzinnym pobycie Agatki w ośrodku rehabilitacyjnym. Miała to być forma pomocy Agatce w odzyskaniu chęci do życia i choć części utraconych czynności, pobyt wśród dzieci miał przyspieszyć ponowną naukę mowy oraz powrót do radosnego i normalnego trybu życia
   Prawie miesiąc mama jeździła do ośrodka i z ukrycia obserwowała zachowanie Agatki, była tam po to, aby w momentach niepokoju lub płaczu utulić Agę, aby Agatka nie poczuła się zupełnie odtrącona, aby nie pomyślała że mama też ją opuściła.
   Nadszedł dzień gdy mama mogła przestać jeździć, wszystko układało się dobrze, Aga tak jakby zaakceptowała nową sytuację i opiekunów, obecność dzieci zaczęła wywoływać uśmiech na ślicznej buzi. Mama cieszyła się bardzo, bo będąc w domu Agatka wracała do wspomnień, ciągle wracała w swój świat i miewała napady płaczu oraz niechęć do jedzenia. Tęsknota za tatą, ciągłe wołanie go i nasłuchiwanie odgłosów zza drzwi rozrywało serce mamy, brak snu i ciągły stres spowodowały już jej zmęczenie i zły stan zdrowia, więc gdy Aga była w ośrodku mama mogła przez chwilę odpocząć. Pobyt w ośrodku mógł pomóc Agatce pogodzić się z faktem nieobecności taty w jej życiu, a mamie odzyskać siły, umożliwiłby mamie wizyty u lekarza, regularne zakupy i wykonywanie pozostałych ważnych obowiązków.
   Okazało się jednak, że była to kolejna porażka tragiczna w skutkach dla Agatki.
   W ciągu kilku dni Aga będąc w domu zaczęła więcej rozpaczać i częściej wołała tatę, mocniej i dłużej tuliła się do mamy, zrywała się częściej z płaczem w nocy, zaczęła źle odbierać poranne przygotowania do ośrodka, potem pojawił się płacz na widok kurtki i czapki, wszelkie tłumaczenia i zachęty nie odnosiły skutku, zaczęła pojawiać się poranna biegunka, ale opiekunowie zapewniali mamę, że w ośrodku Aga jest radosna, że nie widać w jej zachowaniu nic szczególnego i że mama powinna im zaufać.
   Zdarzyło się też tak, że Aga nie pojechała do ośrodka, dwa dni została w domu bo nie spała w nocy, płakała tuląc się do mamy i wołała co chwilę tatę, nie chciała jeść i pić, patrząc cały czas na telefon płakała proszšc "tata alo" . Tata jednak nie chciał z Agą rozmawiać, oburzył się tylko że mama zawraca mu głowę, to spowodowało jeszcze większą rozpacz i krzyk Agatki.
    Stan emocjonalny Agi pogarszał się, jeżdżąc ponownie do ośrodka coraz częściej wpadała w bezdechy, często nawet podczas jedzenia lub picia. Trudno było wtedy rozpoznać przyczynę takiego stanu, nie można było z pewnością stwierdzić czy jest to niechęć do ośrodka czy walka o ramiona taty.
Posiłki byly coraz trudniejsze, mama musiała Agę nakarmić, a ona ciągle broniąc się przed tym płakała krzycząc "tata ammm"...
Podczas jednego z posiłków Aga zachłysnęła się, mimo że mama odessała ją zaraz dokładnie i jak zwykle cały czas podawała tlen, doszło do obustronnego zapalenia płuc - ostrego i pierwszego w życiu Agatki.
   Kolejny pobyt w szpitalu i jeszcze większa rozpacz za tatą, Aga wyrywała sobie kroplówki, nie pozwalała sobie pomóc, kolejna konsultacja psychiatryczna, kolejny wpis "niechęć do życia, rozpaczliwa walka o tatę" i kolejny lek uspokajający. Po jednym z silnych nocnych ataków, podczas którego nie udało się Agatce już założyć wkłucia zapadła decyzja o przekazaniu jej na blok operacyjny i OJOM, zrozpaczona mama znowu podejmuje decyzję o zabraniu Agi do domu. Lekarze z trudem wyrażają zgodę, mają jednak nadzieję że dom może pozytywnie wpłynąć na Agę, że może wreszcie tata się pokaże bo to ratunek dla niej. Mówią też że mama ma prawo zabrać w tak ciężkim, nawet beznadziejnym stanie Agę do domu, lecz boją się, że nie poradzi sobie, mówią też, że w każdej chwili mama może wracać z Agą. Dla mamy jednak ratowanie Agi przed blokiem operacyjnym jest silniejsze, w głębi serca liczy znowu na tatę, może tym razem wreszcie zrozumie tragedię i zacznie przychodzić do Agatki tak jak przyrzekał w sądzie, a to odsunie zagrożenie jej życia.
   Tata zawiódł jednak kolejny raz, odmówił nawet zrobienia zakupów, napisał SMS - "na mnie nie licz, poproś znajomych może ci pomogą"
   Jednak tym razem kochana i bardzo dzielna Aga zrozumiała mamy płacz, krzyk, prośby i karmienie na siłę i... dała sobie pomóc.
Gdy po kilku tygodniach wyzdrowiała z radością przyjęła rozmowę o ośrodku więc mama ponowiła próbę. Znowu kilka dni mama była obecna w ośrodku, a potem musiała wracać do obowiązków. Tym razem Aga jeździła dosłownie kilka dni - Aga wróciła do domu z licznymi obrażeniami ciała, bez ząbka, z sińcami i brzydkimi otarciami krocza, wezwany lekarz wypisał obdukcję i dał skierowanie na badanie ginekologiczne. Mamy prośba do zwierzchników ośrodka o wyjaśnienie sytuacji w jakiej doszło do takich uszkodzeń ciała spotkała się z wrogością i pomówieniem o brak zajęcia i szukaniu atrakcji w wywoływaniu sensacji, a kolejna prośba do taty o pomoc w szukaniu przyczyny i winnych takiego zajścia z kategoryczną odmową.
Okazało się jednak, że lekarz dyżurny miał więcj serca i nie zlekceważył sprawy, a widząc zachowanie Agi - jej krzyk i obronę przed rozbieraniem spodni i pampersa zgłosił ten fakt do prokuratury i było prowadzone dochodzenie.
    Mama już wie, że życie Agatki nie będzie nigdy łatwe, że Aga będzie jeszcze wiele razy skazana na poniżenie, będzie deptana jej godność tylko dlatego że jest bezradna i ciężko chora, że często ludzie od których powinna oczekiwać zrozumienia i pomocy okażą jej pogardę, obojętność i agresję.
Tak chore i bezbronne dziecko, które wymaga stałej opieki, a w wielu przypadkach opieki nawet kilku osób zostało przez tatę też ukarane za swoją inność, a mama za wytrwałość, ogromną miłość i walkę nawet o minimalną poprawę stanu zdrowia Agatki.
   Mimo tego kolejnego, bardzo przykrego doświadczenia kolejny rok życia Agatki przyniósł poprawę, był to rok ogromnej walki mamy i przyjaciół o powrót chociaż cząstki Agatki sprzed 2005 roku. Intensywne zajęcia domowe z kochanymi przyjaciółmi - psycholog Agatą, terapeutką Helą, psychologopedą Grażynką, rehabilitantkami Izą, Mirelą, Sylwią i Ewą, pedagogiem specjalnym i oligofrenopedagogiem Agnieszką, katechetką Justynką i wolontariuszką Marzenką, odwiedziny ich bliskich i wielu oddanych przyjaciół sprawiły, że Agatka znów zaczęła walczyć o siebie. Uczestnictwo w turnusach rehabilitacyjnych dostarczyło Agatce wielu nowych doświadczeń, zaczęła z radością poddawać się zabiegom, chętnie ćwiczyła, a jej śliczny i bardzo szczery uśmiech zaskarbił sobie nowych przyjaciół, Agatka uwierzyła że może być kochana nie tylko przez mamę.
   Postępy Agatki dodały też mamie nadziei na lepszą przyszłość, w styczniu 2008 roku Agatka zaczęła jeździć ponownie do ośrodka - tym razem jest to ośrodek inny, Aga dość szybko polubiła terapeutów i z radością uczestniczyła w zajęciach. A dyplom i nagroda jaką Agatka otrzymała w konkursie plastycznym "Czysty las" dostarczył ogromnych wzruszeń mamie, ze łzami w oczach przyjęła informację że z całego ośrodka tylko kilka prac zostało nagrodzonych i że to jej dzielna Agatka pojedzie po odbiór nagrody.
   Wbrew wrogim i kłamliwym opiniom ludzi bardzo bliskich, którzy nie chcą widzieć Agatki, a którym chyba nigdy nie zależało na jej życiu, wbrew tym, którzy nigdy nie mieli styczności z Agatką i jej mamą a mimo to wypowiadali na ich temat złe i kłamliwe opinie a tym samym wyrządzali choremu dziecku krzywdę, Agatka i jej mama są dalej pełne wiary, że ich walka z chorobą i trudnościami w rozwiązywaniu codziennych problemów nie była beznadziejna, że jest jeszcze wiele ludzi którzy nie przejdą obojętnie obok ich problemu i zawsze wspomogą dobrym słowem i uczynkiem.